Żywieckie Suwakowanie 2006-2026

Historia ludzi, których połączyła muzyka
 

Opowieść o narodzinach, rozwoju i dwudziestu latach festiwalu, który zmienił sposób myślenia o edukacji muzycznej.

a

 

Jak narodziło się Żywieckie Suwakowanie

 

 

Nie wszystkie historie zaczynają się od wydarzenia.

 

Niektóre zaczynają się od rozmowy.

 

Historia Żywieckiego Suwakowania nie zaczęła się od koncertu ani od pierwszej edycji festiwalu. Zaczęła się od rozmowy o tym, że muzyki można uczyć inaczej. Z wizji jednego człowieka i determinacji drugiego, by tę wizję przekuć w rzeczywistość. A potem do tej dwójki zaczęli dołączać kolejni ludzie. I właśnie tak narodziła się społeczność, która dwadzieścia lat później wciąż spotyka się w Żywcu.

Żywieckie Suwakowanie miało swój zalążek na początku lipca 2006 roku, podczas podróży samochodem z Warszawy do Żywca. Kilka godzin wcześniej Maciej Pietraszko, mieszkający już wówczas w Stanach Zjednoczonych, prowadził kurs mistrzowski podczas IV Ogólnopolskiego Festiwalu Puzonowego w Warszawie. Mimo swojej nazwy było to przede wszystkim wydarzenie konkursowe. Większość młodych uczestników odpadała już po pierwszym etapie przesłuchań. Zamiast wracać do domu z nową motywacją, wielu wyjeżdżało rozczarowanych i przekonanych, że nie są wystarczająco dobrzy.

W drodze powrotnej Maciej rozmawiał o tym z Tomaszem Hajdą. Powiedział wtedy coś, co zmieniło wszystko.

Chciał stworzyć festiwal bez konkursu. Miejsce, do którego każdy będzie mógł przyjechać – niezależnie od wieku, doświadczenia czy poziomu gry. Miejsce, z którego wszyscy wyjadą bogatsi o nowe umiejętności, inspiracje i przyjaźnie.

Po powrocie do domu Maciej podzielił się tym pomysłem z żoną, Anną Klimalą-Pietraszko. Miał wizję artystyczną, ale nie wiedział jeszcze, jak zamienić ją w rzeczywistość. Anna, mająca doświadczenie organizacyjne i naturalny talent do planowania przedsięwzięć, od razu dostrzegła potencjał tej idei. 

 

Dla Macieja była to wizja.

 

Dla Anny – początek projektu.

 

Czwarty Ogólnopolski Festiwal Puzonowy w Warszawie zakończył się 6 lipca 2006 roku.

Inauguracyjne Żywieckie Suwakowanie rozpoczęło się 1 sierpnia. 

Od chwili narodzin pomysłu do rozpoczęcia pierwszej edycji minęły niespełna cztery tygodnie. To, co zwykle przygotowuje się miesiącami, udało się stworzyć w ciągu jednego letniego miesiąca.

Dla wielu osób był to pomysł odważny, a może nawet szalony. Festiwal bez konkursu. Bez podziału na lepszych i gorszych. Otwarty dla wszystkich, amatorów i profesjonalistów, niezależnie od wieku i poziomu zaawansowania. Organizowany bez pobierania opłat od uczestników i oparty na życzliwości ludzi, którzy wierzyli, że warto stworzyć coś nowego. Trudno było przewidzieć, czy taka idea ma szansę powodzenia. Czas pokazał, że właśnie ta odwaga stała się największą siłą Żywieckiego Suwakowania.
 

Nie byliśmy świadomi na początku, że spontaniczny pomysł może rozrosnąć się na taką skalę. Chcieliśmy bardzo zrobić coś, czego w Polsce jeszcze nie było.” — Anna Klimala
 

 

Dlaczego Żywiec?


 

Wybór miejsca nie był przypadkiem.

Żywiec był rodzinnym miastem Macieja Pietraszki. To tutaj dorastał, stawiał pierwsze muzyczne kroki i budował relacje, które po latach okazały się bezcenne.

Chciał zrobić coś dla swojego miasta. Pokazać, że niewielkie miasto u stóp Beskidów może stać się miejscem spotkań muzyków z całej Polski i z zagranicy.

Od pierwszych dni było jednak jasne, że festiwal nie tylko odbywa się w Żywcu – on stał się częścią miasta. Lokalne instytucje otworzyły przed organizatorami swoje drzwi, a mieszkańcy z życzliwością przyjęli nową inicjatywę. Dzięki temu Żywieckie Suwakowanie od początku miało nie tylko swoją lokalizację, ale także swój dom.

Nazwa festiwalu również narodziła się naturalnie.

„Żywieckie” – bo wszystko zaczęło się właśnie tutaj.

„Suwakowanie” – od suwaka puzonu, najbardziej charakterystycznej części instrumentu.

 

 

Wizjoner i architektka

 

 

Od początku role były naturalnie podzielone.

 

Maciej Pietraszko był wizjonerem. Wierzył, że edukacja muzyczna nie opiera się wyłącznie na konkursach i rywalizacji, że muzyka nie powinna dzielić ludzi na zwycięzców i przegranych. Jego ideą było stworzenie przestrzeni, w której każdy może rozwijać swoje umiejętności, uczyć się od wybitnych pedagogów, poznawać innych muzyków i czerpać radość ze wspólnego grania. Ta filozofia pozostaje fundamentem festiwalu do dziś.

 

Anna Klimala-Pietraszko stała się architektką przedsięwzięcia. To ona przekładała tę wizję na rzeczywistość. Organizowała logistykę, prowadziła korespondencję, budowała partnerstwa, pozyskiwała sponsorów, przygotowała pierwszą stronę internetową festiwalu, koordynowała zapisy uczestników i dbała o setki spraw, których na scenie nigdy nie widać, a bez których festiwal nie mógłby się odbyć.

Żadne z nich nie stworzyłoby tego wydarzenia samodzielnie.

To właśnie połączenie odwagi marzyciela i konsekwencji organizatorki pozwoliło zamienić pomysł w rzeczywistość.

 

 

Festiwal, który miał być inny

 

 

Anna i Maciej mieszkali już w Stanach Zjednoczonych. Tam poznali inne podejście do edukacji muzycznej – mniej oparte na rywalizacji, a bardziej na odkrywaniu potencjału każdego człowieka.

Postanowili przenieść tę filozofię do Polski.

Dla Macieja Żywieckie Suwakowanie miało być miejscem, w którym gra się z kimś, a nie przeciwko komuś. Miejscem, gdzie muzycy – niezależnie od wieku i poziomu zaawansowania – mogli wspólnie grać, występować i dzielić się muzycznymi doświadczeniami, odkrywając, że wszyscy są częścią tej samej muzycznej wspólnoty. Wierzył, że właśnie takie doświadczenia budują wiarę we własne możliwości, motywację do dalszego rozwoju oraz prawdziwą miłość do muzyki. Nieprzypadkowo pełna nazwa festiwalu brzmi: „Żywieckie Suwakowanie – Spotkania Puzonowe w Żywcu”.

Od pierwszej edycji Żywieckie Suwakowanie było otwarte dla wszystkich.

Na jednej scenie spotykali się profesorowie, uznani soliści, studenci, uczniowie szkół muzycznych, amatorzy, dzieci, dorośli, osoby, które po wielu latach wracały do gry na puzonie.

Nie było lepszych i gorszych.

Byli ludzie połączeni wspólną pasją.

To, co w 2006 roku wydawało się odważnym eksperymentem, dwadzieścia lat później stało się znakiem rozpoznawczym festiwalu.

 

Jechałam z pełnym przerażeniem, że sobie nie poradzę. Wróciłam z miłością do puzonu, do muzyki, do grania i ćwiczenia.— Basia, uczestniczka pierwszych edycji

 

Takich historii z roku na rok przybywało. Wielu uczestników wracało do Żywca każdego lata, nie dlatego, że musieli, ale dlatego, że odnaleźli tu coś znacznie cenniejszego niż kolejne warsztaty muzyczne – poczucie wspólnoty, przyjaźnie i miejsce, do którego po prostu chciało się wracać.

 

 

Pierwszy koncert

 

 

Pierwszy koncert odbył się na dziedzińcu Starego Zamku i Muzeum Miejskiego w Żywcu.

W pewnym momencie nad Żywcem rozpętała się ulewa.

Deszcz był tak silny, że nuty na pulpitach zamieniały się w mokre szmaty... Muzycy nie przewracali już stron – zrzucali je na kamienną posadzkę jedna po drugiej.

Publiczność mogła odejść.

Nie odeszła.

Muzycy mogli przerwać koncert.

Nie przerwali.

Grali do końca.

Po latach Anna wspominała z uśmiechem, że w tamtej chwili przyszła jej do głowy tylko jedna myśl:

"Dobrze, że nie zorganizowaliśmy festiwalu smyczkowego, bo drewniane instrumenty by tego nie przetrwały!"

Ta scena stała się symbolem pierwszego Żywieckiego Suwakowania.

Od początku nie chodziło o idealne warunki.

Chodziło o ludzi, którzy chcieli być razem.

 

 

Ludzie, którzy uwierzyli

 

 

Żywieckie Suwakowanie nie powstałoby bez ludzi, którzy uwierzyli w pomysł jeszcze zanim ktokolwiek mógł powiedzieć, że się uda.

 

Jednym z pierwszych był Tomasz Hajda, który uczestniczył w rozmowie będącej początkiem całej historii, a następnie aktywnie włączył się w przygotowanie pierwszej edycji. Przez kolejne lata pozostawał blisko festiwalu, stając się jednym z jego współtwórców. W 2018 roku przejął znaczną część zadań związanych z jego prowadzeniem, zapewniając płynne przekazanie odpowiedzialności kolejnemu pokoleniu organizatorów. Dzięki jego zaangażowaniu Żywieckie Suwakowanie zachowało wierność swoim pierwotnym wartościom, jednocześnie wchodząc w nowy etap rozwoju.

 

Od początku wspierali ją również Paweł Golec i Łukasz Golec – przyjaciel Macieja z dzieciństwa i współzałożyciele zespołu Golec uOrkiestra.

Swoim doświadczeniem służył także Zdzisław Stolarczyk – wybitny pedagog oraz nauczyciel Macieja Pietraszki, Pawła Golca, i wielu innych.

Już od pierwszej edycji do grona osób wspierających organizację festiwalu dołączył Bogdan Piznal – puzonista związany z Krakowem i prowadzący Polskie Stowarzyszenie Puzonistów. Dzięki jego zaangażowaniu Stowarzyszenie zostało patronem medialnym festiwalu, co pomogło dotrzeć z informacją o wydarzeniu do puzonistów z całego kraju i nadać mu ogólnopolski zasięg. Bogdan współpracował również z Krakowską Fundacją Sztuki, która pomagała w prowadzeniu spraw finansowych i administracyjnych. W tych działaniach wspierał go także Wojciech Frankowicz, odpowiedzialny za przyjmowanie zgłoszeń, akceptowanie uczestników oraz korespondencję z nimi.

 

W sprawach muzycznych ważną rolę również odgrywali i ciągle odgrywają: Jakub Urbańczyk i Mariusz Płonka. Jako dyrygent orkiestry festiwalowej, Mariusz Płonka od lat aktywnie uczestniczy w organizacji festiwalu i czuwa nad jakością artystyczną największej orkiestry puzonowo-tubowej w kraju. Jakub Urbańczyk przyczynił się także do tego, że do festiwalu zaczęły dołączać tuby. Z roku na rok grupa tubistów rosła, a choć Żywieckie Suwakowanie pozostawało przede wszystkim festiwalem puzonowym, tuby od początku miały w nim swoje miejsce. Co ważne, każdego roku wśród wykładowców znajdował się przynajmniej jeden tubista, dzięki czemu ten instrument był stale obecny w programie i w edukacyjnej tożsamości wydarzenia.

 

Rozwijający się festiwal zyskał także wsparcie ludzi zaangażowanych w miejskich i powiatowych instytucjach.

 

Jednym z pierwszych był Stary Zamek i Muzeum Miejskie w Żywcu, kierowane przez Dyrektor Annę Tuleję, które od razu otworzyło swoje drzwi dla nowej inicjatywy i przez kolejne lata pozostawało jednym z najważniejszych gospodarzy festiwalu.

 

Patronat nad pierwszą edycją objął Burmistrz Miasta Żywca Antoni Szlagor wraz z Urzędem Miejskim w Żywcu.

 

W tym gronie znaleźli się również: Mirosław Dziergas ze Starostwa Powiatowego w Żywcu, Marek Czul z Miejskiego Centrum Kultury, Jerzy Kliś z Beskid Żywiec, Sp. z o.o., oraz Jolanta Tomas z Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Wojciecha Rowickiego w Żywcu

 

W kolejnych latach do grona osób aktywnie współtworzących festiwal dołączyły między innymi Lidia Pietraszko oraz Dorota Babińska-Waluś. Dzięki ich zaangażowaniu nawiązano współpracę z I Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Żywcu, które przez wiele lat było miejscem prób orkiestry festiwalowej, wykładów, lekcji indywidualnych, kursów mistrzowskich oraz prezentacji instrumentów.

Nie mniej ważną, choć często niewidoczną z zewnątrz rolę odgrywał Adam Pietraszko, lokalny przedsiębiorca, który z roku na rok mobilizował miejscowe firmy i sponsorów do wspierania festiwalu. Działał cicho, za kulisami, ale jego konsekwencja i osobiste zaangażowanie pomogły zapewnić festiwalowi stabilniejsze zaplecze finansowe.

Z czasem, do grona współorganizatorów dołączyli Maciej ProkopowiczWojciech Prokopowicz i Tomasz Zabor którzy uczestniczyli w festiwalu od młodych lat.

Żywieckie Suwakowanie coraz bardziej stawało się wspólnym dziełem ludzi i instytucji, których łączyła wiara w tę samą ideę.

 

 

Wolontariusze – cicha siła festiwalu

 

 

Jest jeszcze jedna grupa, o której nie wolno zapomnieć: wolontariusze.

Kiedy nawiązano współpracę z I Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Żywcu, festiwal zyskał nie tylko sale i miejsce do ćwiczeń, ale także niezwykłą grupę młodych ludzi – uczniów liceum – którzy od 2012 roku, z roku na rok, zgłaszali się do pomocy przy organizacji Żywieckiego Suwakowania. Zwykle było ich od 10 do 14 osób.

Pracowali razem z Anną, Lidią i Dorotą, często od rana do późnych godzin nocnych, dbając o to, by wszystko funkcjonowało sprawnie. Pomagali przy układaniu sal i krzeseł, przyjmowaniu uczestników, eskortowaniu najmłodszych z dworca do miejsc noclegowych, noszeniu pulpitów, robieniu zdjęć, prowadzeniu mediów społecznościowych i przy niezliczonych innych zadaniach, których nie widać na scenie, a bez których festiwal nie mógłby istnieć.

Byli niezastąpieni.

To właśnie oni stanowili cichą, codzienną siłę festiwalu – ludzi, którzy nie stali na pierwszym planie, ale bez których Żywieckie Suwakowanie po prostu nie mogłoby działać.

 

„Atmosfera spotkań jest bardzo koleżeńska. Nie występuje element rywalizacji, ponieważ każdy może zaprezentować swoje umiejętności, bez względu na poziom zaawansowania.”  — Natalia Fraś, wolontariuszka

 

 

Tradycje

 

 

Niektóre tradycje narodziły się już podczas pierwszych edycji i przetrwały do dziś.

Najważniejszą z nich pozostaje otwartość.

Niezależnie od wieku, doświadczenia czy poziomu gry każdy uczestnik jest częścią tej samej muzycznej wspólnoty.

Jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń jest koncert „Młode Talenty”, przez wiele lat prowadzony przez Petera Maltona – wybitnego puzonistę i pedagoga, który po emigracji z Polski zamieszkał w Szwecji. Dla najmłodszych uczestników był kimś znacznie więcej niż wykładowcą. Potrafił dostrzec potencjał w każdym dziecku i sprawić, że wierzyło ono we własne możliwości. Po jego śmierci pamięć o nim pozostaje ważną częścią historii festiwalu.

 

„Suwakowanie wypełnia pewne luki w powszechnym kształceniu puzonistów i tubistów... Wakacyjny tydzień wzbogaca ich wiedzę, napełnia jeszcze większym zapałem, umożliwia nowe kontakty i rozszerza muzyczne horyzonty.”— Ś.P. Peter Malton

 

Z biegiem lat tradycją stał się również Koncert Finałowy podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Choć festiwalowa orkiestra nie jest zespołem folklorystycznym, została serdecznie przyjęta do grona wykonawców tego międzynarodowego wydarzenia i od lat jest jego stałym uczestnikiem.

Finałem każdego festiwalu stało się wspólne ognisko z muzyką górali beskidzkich, pieczeniem kiełbasek i rozmowami, podczas których zacierały się granice między profesorami, studentami i najmłodszymi uczestnikami.

 

 

Wyjątkowa kadra artystyczna

 

 

Od pierwszej edycji udział w Żywieckim Suwakowaniu pozostaje bezpłatny.

Organizatorzy chcieli, aby o możliwości uczestnictwa nie decydowały względy finansowe, lecz wyłącznie pasja i chęć rozwoju.

Równie niezwykły jest model współpracy z wykładowcami.

Od początku organizatorzy chcieli stworzyć coś więcej niż kurs czy cykl lekcji. Żywieckie Suwakowanie miało być miejscem, gdzie można spędzić wakacje wśród ludzi kochających muzykę – uczyć się od wybitnych pedagogów, koncertować, poznawać nowych przyjaciół i jednocześnie odpocząć od codzienności.

To właśnie połączenie intensywnej pracy artystycznej z atmosferą letniego spotkania sprawiło, że festiwal bardzo szybko zaczął wyróżniać się na tle innych wydarzeń muzycznych w Polsce.

Przez dwadzieścia lat do Żywca przyjeżdżali wybitni pedagodzy i artyści z Polski oraz z wielu krajów świata, dzieląc się swoim czasem i doświadczeniem nie dla honorariów, lecz dlatego, że uwierzyli w ideę festiwalu.

Ich podróże, zakwaterowanie i pobyt były możliwe dzięki wsparciu partnerów, sponsorów oraz ludzi dobrej woli.

Największym kapitałem Żywieckiego Suwakowania od początku nie były pieniądze.

Byli nim ludzie.

 

„Była to przyjacielska przysługa... Przyjechali na własny koszt i prowadzili warsztaty oraz lekcje indywidualne. I to wszystko charytatywnie, dla uczestników festiwalu.” — Maciej Pietraszko (o wykładowcach)

 

 

Głosy uczestników

 

 

Od pierwszych edycji uczestnicy pisali o czymś, czego nie da się zmierzyć liczbą koncertów ani nazwiskami wykładowców.

Pisali o atmosferze. O życzliwości. O odwadze.

O muzyce, która przestała być rywalizacją, a stała się spotkaniem.

 

„To chyba jedyna taka impreza w Polsce, której towarzyszy niezwykła moc.”

 

„Nie liczy się, jak kto gra, lecz to, żeby wspólnie cieszyć się pięknem, jakie można wydobyć z każdego z nas za pomocą instrumentu.”

 

„Ten tydzień był jednym z najbardziej owocnych tygodni w moim życiu. Cieszę się, że znaleźli się ludzie z taką inicjatywą.”

 

Stworzyliście imprezę, w której nie liczą się pieniądze czy to jak kto gra, lecz to żeby się wspólnie cieszyć pięknem jakie można wydobyć z każdego z nas za pomocą instrumentu.”    

  

„Taki występ pozwala przezwyciężyć stres, tremę i uwierzyć w swoje możliwości.”

 

To właśnie te głosy najlepiej tłumaczą, czym od początku było Żywieckie Suwakowanie.

Nie konkursem.

Nie tylko festiwalem.

Ale wspólnotą.

Od samego początku organizatorzy powtarzali, że Żywieckie Suwakowanie nie należy do jednej osoby ani jednej instytucji. Tworzyli je wszyscy – uczestnicy, wykładowcy, wolontariusze, partnerzy i przyjaciele festiwalu. Być może właśnie dlatego tak wiele osób przez lata mówiło o nim nie jako o „tym festiwalu”, ale po prostu: „nasze Suwakowanie”.

 

 

Dwadzieścia lat później

 

 

Przez ostatnie dwadzieścia lat w Żywieckim Suwakowaniu uczestniczyło ponad 2.000 muzyków, a świadkami koncertów było ponad 25.000 publiczności. 

Zmieniały się programy, wykładowcy i kolejne pokolenia uczestników.

Nie zmieniło się jedno.

Przekonanie, że muzyka jest najpiękniejsza wtedy, gdy staje się pretekstem do spotkania ludzi.

Dziś można policzyć koncerty, wykładowców, uczestników i kraje, z których przyjeżdżali muzycy.

Znacznie trudniej policzyć przyjaźnie, inspiracje, odwagę i życiowe decyzje, które narodziły się właśnie w Żywcu.

Być może właśnie one są największym dorobkiem Żywieckiego Suwakowania.

 

Dziś festiwal prowadzi już kolejne pokolenie ludzi, którzy dorastali razem z nim.

 

Jarek Meisner, Wojciech Jeliński, Tomasz Zabor i Kuba Sznajder przez wiele lat byli jego uczestnikami – jeszcze jako mali chłopcy – a dziś współtworzą jego dalszy rozwój. 

Obok nich festiwal nadal współorganizuje Dorota Babińska-Waluś, dzięki czemu zachowana została ciągłość między pierwszymi latami a współczesnością.

To właśnie ta ciągłość sprawia, że Żywieckie Suwakowanie nie jest tylko wspomnieniem pierwszych edycji, ale żywą historią, która wciąż się pisze.

 

 

Dwie drogi, jedna historia

 

 

Najpiękniejsze inicjatywy są większe od swoich założycieli. Z czasem stają się własnością wszystkich, którzy je współtworzą.

Życie pisze własne scenariusze. Drogi założycieli Żywieckiego Suwakowania z czasem się rozeszły, ale idea, którą wspólnie powołali do życia latem 2006 roku, trwa.

Maciej Pietraszko mieszka w Stanach Zjednoczonych. Po wielu latach działalności artystycznej i pedagogicznej swoją drogę zawodową związał z obszarem zdrowia psychicznego i behawioralnego i obecnie pracuje jako specjalista ds. wsparcia pacjentów, pomagając osobom w procesie leczenia i powrotu do zdrowia. W 2026 roku rozpoczyna studia magisterskie z zakresu pracy socjalnej na Florida State University. Muzyka pozostaje nieodłączną częścią jego życia, jednak dziś swoje doświadczenie i zaangażowanie wykorzystuje również, przygotowując się do pracy terapeutycznej i dalszego wspierania osób w procesie zdrowienia.

Anna Klimala od lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, gdzie kieruje jedną z największych organizacji edukacji muzycznej w USA i zajmuje się tworzeniem bezpłatne programów edukacyjnych dla dzieci i młodzieży. Jej praca odmieniła życie ponad 60.000 młodych ludzi z mniej uprzywilejowanych środowisk konsekwentnie pokazując, że muzyka może być skutecznym narzędziem zmiany społecznej i wyrównywania szans. Choć dziś mieszka tysiące kilometrów od Żywca, pozostaje wierną admiratorką Żywieckiego Suwakowania oraz strażniczką pamięci o początkach festiwalu i z radością obserwuje jego dalszy rozwój.

Żywieckie Suwakowanie istnieje dzięki ludziom, którzy uwierzyli w niego od samego początku. I właśnie w tym tkwi jego największa siła.

Dzisiaj festiwal jest już historią wielu pokoleń; historią, która ciągle się pisze. 

 

Żywieckie Suwakowanie - Logo

Żywieckie Suwakowanie 

XX edycja największej imprezy puzonowo-tubowej w Polsce 19-25 lipca 2026